Kolejna recenzja Alazzy

Krótka, szybka, można by rzec – młodzieńcza recenzja autorstwa Aleksandry Madej. Kto nastepny? 😉

link do recenzji na blogu „Kag in Books”111111111111

Reklamy

Gdzie diabeł nie może, tam mówi dobranoc, czyli ekskluzywny, noworoczny wywiad z Alazzą. ;)

Zjawiła się zupełnie zwyczajnie, po prostu nie było jej i nagle siedziała koło mnie na łóżku w pokoju. Żadnych pentagramów, gromów, kłębów dymu czy piekielnych chichotów. Jako autor powieści nie powinienem być zdziwiony, w końcu znam jej prawdziwe imię i wymyśliłem ją, mimo wszystko zaskoczyła mnie swoim zupełnie nieformalnym ubiorem. Sweter w reniferki rozumiem, były święta i tak dalej. Czarne legginsy podobnie, pora wieczorna, na dworze zimno, nawet jak jest się demonem, lepiej w taką pogodę siedzieć w domu i czytać książki. Ale brązowe papucie w kształcie bobrów?

Cezary: Ja ci ich nie wymyśliłem…
Alazza: Wiem, to prezent od Tadeusza.
C.: Muszę z nim poważnie porozmawiać na temat tego, w co cię ubiera.
A.: Mnie tam się podobają. Ale chyba nie wezwałeś mnie tutaj, żeby gadać o kapciach?
C.: Nie. Umawialiśmy się na wywiad.
A.: Uuuu… Wywiad z demonem! Brzmi prawie jak „Wywiad z Wampirem” (tu Alazza wyszczerzyła zęby i rozcapierzyła palce jak mała dziewczynka chcąca nastraszyć rodziców).
C.: Nie błaznuj, to się nagrywa…
A.: Dobrze. Dawaj te pytania.
C.: Jesteśmy po pierwszej powieści o tobie. Kilka osób już miało ją w rękach, kilka nawet przeczytało. Jak się czujesz jako bohaterka?
A.: Zaglądałam ostatnio w internety, widziałam jedną czy dwie opinie, podobno nawet zgrabnie napisałeś te historię. Szczerze, zastanawiam się co tam knujesz nastepnego…
C.: Nie zmieniaj tematu. Pytałem o twoje odczucia. O planach pogadamy za chwilę.
A.: Wiesz… jak się ma te kilka, czy kilkanaście tysięcy lat, to historia romansu demona z człowiekiem może wydawać się trochę… ograna, ale nie mogę narzekać na Tadeusza. Co prawda sądziłam na początku, że będzie bardziej wiesz… bohaterski, a tymczasem taka z niego trochę…
C.: Niedojda?
A.: Chciałam powiedzieć cipa, ale niedojda też może być. Chyba muszę się po nowym roku za niego wziąć. W końcu diabli nie śpią i na pewno prędzej czy później wpakujemy się w nowe tarapaty… Coś wiesz na ten temat, drogi autorze?
C.: Owszem. Zacząłem pisać ciąg dalszy po tym jak kilkoro czytelników stwierdziło „chcemy wiedzieć co dalej”.
A.: (z paskudnym uśmiechem) I co dalej?
C.: Nie powiem ci, zapomnij. Wspomnę jedynie, że w kolejnej historii spotkamy nie tylko znanych już bohaterów, ale też chcę wprowadzić kilku nowych.
A.: Nadal będziemy ganiać się po Bydgoszczy? Nie, żebym miała cokolwiek przeciwko temu miastu…
C.: Spokojnie. Chciałbym akcję przynajmniej na jakiś czas przenieść w inne miejsca, choć oczywiście nie pozostawimy Bydgoszczy tak do końca.
A.: Jakie miejsca?
C.: Zobaczysz, jak napiszę. Nawet ty, jako bohaterka, nie możesz wiedzieć wszystkiego od początku.
A.: Ale aktorzy czytają scenariusze przed kręceniem filmu…
C.: Nie jesteś aktorką, tylko demonicą wymyśloną przeze mnie. I możesz być pewna, że jeśli Hollywood zdecyduje się na nakręcenie filmu, oboje usiądziemy i przeczytamy scenariusz. Póki co, czekaj cierpliwie aż napiszę drugą część.
A.: Kiedy to będzie?
C.: Pierwsza książka miała 260 stron, niektórzy narzekali, że trochę mało i że historia za krótka. Dlatego planuję fabułę i całość tekstu na końcową objętość ponad 300 stron. Zobaczymy, jak mi wyjdzie. To jednak wymaga czasu do napisania, a jak wiesz, w kwietniu wypływam na Bałtyk i nie będę miał specjalnie czasu na pisanie. Chciałbym skończyć tekst do końca 2017 roku tak, żeby przyszłą wiosną móc opublikować „Cienie Przeszłości”.
A.: „Cienie Przeszłości”?
C.: To jest roboczy tytuł, jaki nadałem historii. Może go zmienię, a może pozostawię jak jest. Pogadajmy lepiej o tobie, myślę że czytelnicy chcieliby się dowiedzieć nieco więcej o głównej bohaterce powieści.
A.: To co chciałbyś wiedzieć, a boisz się zapytać?
C.: Jakie są twoje relacje z Isztar?
A.: Z tą…
(w tym momencie trochę pożałowałem pytania, wymyślona przeze mnie czy nie, Alazza naprawdę chyba nie lubi tej babilońskiej bogini…)
C.: Tak, wiemy jak ją określałaś w powieści, ale odkładając na bok emocje…
A.: Kiedyś byłyśmy hm… dobrymi przyjaciółkami. Bardzo dobrymi. Ale to się skończyło i raczej nie powtórzy. Może zmienimy temat?
C.: Dobrze. To zapytam o Tadeusza. Facet jest śmiertelnikiem. Pomijając jego cipowatość, jednak dał radę przeżyć całą historię. Co ty w nim takiego widzisz?
A.: Właśnie to. Gdy odnalazł moje imię, był dla mnie zagrożeniem. Chciałam go usunąć i skorzystać z faktu, że zostałam uwolniona z Otchłani. Ale wiesz, jak się to skończyło. Miał szczęście. Ja w sumie chyba też, bo dzięki niemu nie nudzę się tutaj.
C.: Czyli co? Traktujesz go jak chwilową rozrywkę? Pieska do zabawy? Przecież ludzkie życie trwa chwilę w porównaniu do twojego istnienia. Za kilkadziesiąt lat on umrze, a ty…
A.: Pamiętasz swojego psa? Pamiętasz, jak małemu szczeniaczkowi nadałeś imię? I jak wtedy pomyślałeś sobie, że gdy przyjdzie jej czas, będziesz około czterdziestki i będziesz musiał się z nią rozstać? A mimo to wziąłeś Marę, która przez piętnaście lat była dla ciebie jak członek rodziny. Dzisiaj już Mary nie ma, ale czy żałujesz tych lat?
C.: Jeśli jeszcze raz zaczniesz mi grzebać w moich wspomnieniach…
A.: To co? Przecież powiedziałam prawdę. Dla ciebie liczyło się tu i teraz, liczyła się radość z posiadania przyjaciela. Carpe diem, nieprawdaż? Tak samo jest ze mną i z Tadeuszem. A może nawet inaczej, bo nigdy nie wiadomo, co sie stanie z Siekierskim. Możliwości jest wiele. Przy odrobinie szczęścia i twojej inwencji jako autora…
C.: A masz jakieś życzenia co do tej przyszłości?
A.: Mam, ale ci nie powiem. To, że mnie wymyśliłeś, nie znaczy, że mam od razu wszystko ci o sobie mówić.
(W tym momencie Alazza uniosła głowę, jakby nasłuchiwała czegoś)
A.: Wybacz, muszę lecieć. Piotr wpadł z browarem. Nie pozwolę chłopakom pić beze mnie. Trzymaj się i pisz. Tylko zrób coś, żeby Tadek przestał być takim cipeuszem. Nie mogę cały czas go niańczyć i wyciagać z opresji.
C.: Postaram się. Dzięki za rozmowę. Trzymaj się.

alOryginalna ilustracja: www.na-pulpit.com

Czy „Alazza” zagości na półkach księgarni?

Idziemy jak burza. Jedna z ogólnopolskich firm księgarskich jest zainteresowana „Alazzą”. Szczegóły będziemy ustalać po Nowym Roku, w grę wchodzi nie tylko sprzedaż powieści ale również spotkania autorskie i inne formy promocji. Po wstepnej wymianie korespondencji wydaje się, że szefostwo księgarń jest równie entuzjastycznie nastawione do pomysłu, co autor. To dobrze wróży na przyszłość. Wesołych świąt Wszystkim!

pexels-photo-207700.jpeg

Valkiria Network -internetowy patron „Alazzy”.

Z nieukrywaną przyjemnością (i dumą) informuję, że powieść „Alazza ” od dzisiaj posiada patrona internetowego w postaci serwisu „Valkiria Network”. Valkiria znana jest miłośnikom fantastyki od lat, od lat też prowadzona jest twardą, ale łaskawą ręką Admirała Artura ARTUTA Machlowskiego, którego osobiście znam i cenię. Wiele lat temu udzielałem się w serwisie, pisząc informacje i artykuły, a także bezlitośnie dzierżyłem maczugę największego V-trolla. Odchodząc, 1 kwietnia 2004 roku (nie mogłem sobie odmówić primaaprilisowego numeru) zapowiedziałem, że kiedyś wydam powieść. Dzisiaj dotrzymuję obietnicy. I właśnie Artur zgodził się, by jego serwis wspomógł promocję „Alazzy”. Już wkrótce (niebawem! 😉 ) mam nadzieję na V-recenzję, a być może też artykuł lub dwa, przybliżające czytelnikom książkę. Artut, dziękuję! Ku chwale Valkirii!

v_patronat.png

Fascynujące…

Wczoraj wieczorem uruchomiłem promocję „Alazzy” na FB, wychodząc z założenia, że reklama dźwignią handlu. W sumie niewielki budżet, 90 złotych na 28 dni. Bardziej jako eksperyment i chęć przekonania się, jak działa osławiona reklama na FB, niż realny atak na oczy (i portfele) ludzi.

Minęło 12 godzin, stronę odwiedziło 640 osób, tyle ile zwykle w ciagu dwóch tygodni. A więc działa! Oczywiście prawdziwą weryfikacją będzie ilość zakupionych egzemplarzy po miesiącu.

Teraz ciekawostka. W statystykach pokazano, że największy odbiór reklamy, stargetowanej na czytelników, miłosników fantastyki i horroru (książki, nie filmu), miał miejsce w grupie… 13-17 lat! Ja rozumiem, że po latach pracy z młodzieżą na obozach i wycieczkach jestem bożyszczem nastolatek i Imperatorem Gimbazy, ale naprawdę… 😉
Teraz powazniej – to, że info wyświetlane jest na Instagramie, ma swoje znaczenie, niemniej pokazuje to, że młodzież wbrew narzekaniom wapna z niższym PESELem jednak interesuje się czytelnictwem. I nie chodzi mi wcale od razu o książkowe molowanie, które również nie jest zdrowe, co normalne zwykłe podejście do tematu: „słyszałem, że to fajna książka, może ja przeczytam”.

A jak gimbaza będzie grzeczna, to może dam jej do poczytania kolejną powieść? 😉

Dwie dobre wiadomości.

1) Na moje wątpliwości dotyczące systemu dystrybucji e-booków, bardzo szybko odpowiedziała pani Justyna Banaszczyk z firmy „Virtualo”, dystrybutora wersji elektronicznej „Alazzy”. W szybkiej i konkretnej korespondencji otrzymałem wyjaśnienia dotyczące kwestii sublicencji wraz z listą podmiotów współpracujących z „Virtualo”, wliczając w to Allegro. Wygląda więc na to, że dołożono wszelkich starań, by sprzedaż odbywała się legalnie. W tym miejscu dziękuję raz jeszcze pani Justynie i życzę firmie jak najwiekszej sprzedaży mojej powieści. 😉

20161219_114859.jpg2) Dzisiaj z rana, pocztowy demon z piekielnych czeluści poligraficznej otchłani dostarczył nowe egzemplarze „Alazzy”. Z tygodniowym opóźnieniem, za co osobiście przepraszam zainteresowanych. Winni zostali już ukarani mopem i wiadrem na najniższym kręgu piekieł. Jeszcze dziś zamówione książki wyruszą pod wskazane adresy. Z osobami z Bydgoszczy będę umawiał się indywidualnie.

Zielone oczy wpatrzone w e-booka.

Zastanawiam się, jak to jest, że pomimo iż udzieliłem licencji na udostępnianie e-booka tylko dwóm sklepom, po miesiącu od publikacji, „Alazza” znajduje się w każdym niemal sklepie z e-bookami, włączając w to Allegro. Ciekaw jestem, jak działa ten sysyem? Czy to jakieś udzielanie sublicencji, a jeśli tak, to na jakich zasadach? W ogóle zastanawiam się, czy jako autor zobaczę choć złotówkę ze sprzedaży e-booka w tych dziesiątkach sklepów. Bo pachnie mi to najordynarniejszym piractwem w biały dzień. Robionym nie przez pojedynczych czytelników (to jeszcze pół biedy) ale przez legalnie działające firmy.

Wniosek nasuwa się sam – nie warto chyba planować e-booka w otwartej sprzedaży. Co najwyżej jako dodatek do wersji papierowej, co wezmę pod uwagę w przyszłości.

A poniżej, na pocieszenie, Monica Bellucci z zielonymi oczami. Pasowałaby do roli Alazzy, nie ma co…

1600x1200_1303760186_monica_bellucci.jpg