Kolejna recenzja Alazzy

Krótka, szybka, można by rzec – młodzieńcza recenzja autorstwa Aleksandry Madej. Kto nastepny? 😉

link do recenzji na blogu „Kag in Books”111111111111

Reklamy

Gdzie diabeł nie może, tam mówi dobranoc, czyli ekskluzywny, noworoczny wywiad z Alazzą. ;)

Zjawiła się zupełnie zwyczajnie, po prostu nie było jej i nagle siedziała koło mnie na łóżku w pokoju. Żadnych pentagramów, gromów, kłębów dymu czy piekielnych chichotów. Jako autor powieści nie powinienem być zdziwiony, w końcu znam jej prawdziwe imię i wymyśliłem ją, mimo wszystko zaskoczyła mnie swoim zupełnie nieformalnym ubiorem. Sweter w reniferki rozumiem, były święta i tak dalej. Czarne legginsy podobnie, pora wieczorna, na dworze zimno, nawet jak jest się demonem, lepiej w taką pogodę siedzieć w domu i czytać książki. Ale brązowe papucie w kształcie bobrów? Czytaj dalej

Czy „Alazza” zagości na półkach księgarni?

Idziemy jak burza. Jedna z ogólnopolskich firm księgarskich jest zainteresowana „Alazzą”. Szczegóły będziemy ustalać po Nowym Roku, w grę wchodzi nie tylko sprzedaż powieści ale również spotkania autorskie i inne formy promocji. Po wstepnej wymianie korespondencji wydaje się, że szefostwo księgarń jest równie entuzjastycznie nastawione do pomysłu, co autor. To dobrze wróży na przyszłość. Wesołych świąt Wszystkim!

pexels-photo-207700.jpeg

Valkiria Network -internetowy patron „Alazzy”.

Z nieukrywaną przyjemnością (i dumą) informuję, że powieść „Alazza ” od dzisiaj posiada patrona internetowego w postaci serwisu „Valkiria Network”. Valkiria znana jest miłośnikom fantastyki od lat, od lat też prowadzona jest twardą, ale łaskawą ręką Admirała Artura ARTUTA Machlowskiego, którego osobiście znam i cenię. Wiele lat temu udzielałem się w serwisie, pisząc informacje i artykuły, a także bezlitośnie dzierżyłem maczugę największego V-trolla. Odchodząc, 1 kwietnia 2004 roku (nie mogłem sobie odmówić primaaprilisowego numeru) zapowiedziałem, że kiedyś wydam powieść. Dzisiaj dotrzymuję obietnicy. I właśnie Artur zgodził się, by jego serwis wspomógł promocję „Alazzy”. Już wkrótce (niebawem! 😉 ) mam nadzieję na V-recenzję, a być może też artykuł lub dwa, przybliżające czytelnikom książkę. Artut, dziękuję! Ku chwale Valkirii!

v_patronat.png

Fascynujące…

Wczoraj wieczorem uruchomiłem promocję „Alazzy” na FB, wychodząc z założenia, że reklama dźwignią handlu. W sumie niewielki budżet, 90 złotych na 28 dni. Bardziej jako eksperyment i chęć przekonania się, jak działa osławiona reklama na FB, niż realny atak na oczy (i portfele) ludzi.

Minęło 12 godzin, stronę odwiedziło 640 osób, tyle ile zwykle w ciagu dwóch tygodni. A więc działa! Oczywiście prawdziwą weryfikacją będzie ilość zakupionych egzemplarzy po miesiącu.

Teraz ciekawostka. W statystykach pokazano, że największy odbiór reklamy, stargetowanej na czytelników, miłosników fantastyki i horroru (książki, nie filmu), miał miejsce w grupie… 13-17 lat! Ja rozumiem, że po latach pracy z młodzieżą na obozach i wycieczkach jestem bożyszczem nastolatek i Imperatorem Gimbazy, ale naprawdę… 😉
Teraz powazniej – to, że info wyświetlane jest na Instagramie, ma swoje znaczenie, niemniej pokazuje to, że młodzież wbrew narzekaniom wapna z niższym PESELem jednak interesuje się czytelnictwem. I nie chodzi mi wcale od razu o książkowe molowanie, które również nie jest zdrowe, co normalne zwykłe podejście do tematu: „słyszałem, że to fajna książka, może ja przeczytam”.

A jak gimbaza będzie grzeczna, to może dam jej do poczytania kolejną powieść? 😉

Dwie dobre wiadomości.

1) Na moje wątpliwości dotyczące systemu dystrybucji e-booków, bardzo szybko odpowiedziała pani Justyna Banaszczyk z firmy „Virtualo”, dystrybutora wersji elektronicznej „Alazzy”. W szybkiej i konkretnej korespondencji otrzymałem wyjaśnienia dotyczące kwestii sublicencji wraz z listą podmiotów współpracujących z „Virtualo”, wliczając w to Allegro. Wygląda więc na to, że dołożono wszelkich starań, by sprzedaż odbywała się legalnie. W tym miejscu dziękuję raz jeszcze pani Justynie i życzę firmie jak najwiekszej sprzedaży mojej powieści. 😉

20161219_114859.jpg2) Dzisiaj z rana, pocztowy demon z piekielnych czeluści poligraficznej otchłani dostarczył nowe egzemplarze „Alazzy”. Z tygodniowym opóźnieniem, za co osobiście przepraszam zainteresowanych. Winni zostali już ukarani mopem i wiadrem na najniższym kręgu piekieł. Jeszcze dziś zamówione książki wyruszą pod wskazane adresy. Z osobami z Bydgoszczy będę umawiał się indywidualnie.

Zielone oczy wpatrzone w e-booka.

Zastanawiam się, jak to jest, że pomimo iż udzieliłem licencji na udostępnianie e-booka tylko dwóm sklepom, po miesiącu od publikacji, „Alazza” znajduje się w każdym niemal sklepie z e-bookami, włączając w to Allegro. Ciekaw jestem, jak działa ten sysyem? Czy to jakieś udzielanie sublicencji, a jeśli tak, to na jakich zasadach? W ogóle zastanawiam się, czy jako autor zobaczę choć złotówkę ze sprzedaży e-booka w tych dziesiątkach sklepów. Bo pachnie mi to najordynarniejszym piractwem w biały dzień. Robionym nie przez pojedynczych czytelników (to jeszcze pół biedy) ale przez legalnie działające firmy.

Wniosek nasuwa się sam – nie warto chyba planować e-booka w otwartej sprzedaży. Co najwyżej jako dodatek do wersji papierowej, co wezmę pod uwagę w przyszłości.

A poniżej, na pocieszenie, Monica Bellucci z zielonymi oczami. Pasowałaby do roli Alazzy, nie ma co…

1600x1200_1303760186_monica_bellucci.jpg