Podsumowanie dwóch miesięcy projektu

Kilka dni temu minęły dwa miesiące od momentu, gdy „Alazza” pojawiła się w postaci książki. Z kilku powodów wybrałem akurat ten moment na pierwsze podsumowanie. Zanim jednak przejdę do rzeczy, najpierw w tym miejscu chciałbym podziękować:

  • Wszystkim osobom, które zdecydowały się na zakup powieści, zarówno w postaci papierowej jak i elektronicznej. To dla Was cały ten bałagan. Gdyby nie Wasza życzliwość, wyrozumiałość i wsparcie, pewnie odpuściłbym sobie całą tę historię. A tak, czuję się zmotywowany nie tylko do dalszej pracy nad wydawaniem „Alazzy” ale i do dalszego pisania. 
  • Wszystkim moim znajomym, którzy poświęcili swój czas na czytanie wersji roboczych i dzielili się ze mną swoimi uwagami. Cenię je sobie bardzo, zarówno te pozytywne jak i krytyczne. Chcę, by z każdym dodrukiem książka wyglądała lepiej i bardziej profesjonalnie.
  • Wszystkim, którzy użyczyli mi swojego doświadczenia, talentu graficznego i wiedzy dotyczącej projektowania strony graficznej. Nie jestem fachowcem w tej dziedzinie, tym bardziej doceniam poświęcony przez Was czas na dopracowywanie czy okładki czy ulotek i plakatów reklamowych.
  • Wszystkim recenzentom, którzy zadali sobie trud nie tylko przeczytania powieści, ale i spisania swoich uwag w postaci artykułów, czy na osobistych blogach, czy na portalach. Oczywiście podziękowania należą się też tym, którzy ostatnio otrzymali egzemplarze i wciąż czytają. Mam nadzieję, że wasze oceny będą łaskawe i nie będe musiał ze wstydu skakać do Brdy z najbliższego mostu. 😉
  • Każdej osobie, która dobrym słowem czy drobną uprzejmością dołożyła swoją cegiełkę do projektu.

Bez was byłoby mi o wiele trudniej. Dziękuję!

Pierwsze podsumowanie nie jest dla mnie łatwe, choćby z tego powodu, że wszystko robiłem i robię po raz pierwszy, nie mam punktu odniesienia. Wszystkie działania opieram na doświadczeniach innych selfpublisherów, którzy zdecydowali się opisać je w artykułach na sieci. Była i jest to dla mnie pewna wykładnia tego, co i jak powinienem robić, by osiągnąć powodzenie. Czy mi sie udało? Jak napisałem – nie wiem.

„Alazza” żyje od dwóch miesięcy. W tym czasie, startując od samego zera i rozpoczynając sprzedaż od zbiórki funduszy na pierwsze zamówienie w drukarni, udało mi się sprzedać 45 egzemplarzy drukowanych. Pozostałe 7 to książki wysłane do recenzji, zarówno do portali zajmujacych się literaturą fantastyczną, jak i wolnych strzelców. Jedna sztuka oczywiście stoi u mnie na półce.

Nie jestem w stanie ocenić wielkości sprzedaży wersji e-book, raporty okazują się spływać z opóźnieniem, nie mam żadnej możliwości weryfikacji realnego obrotu. Na dzień dzisiejszy w statystykach mam sprzedany 1 (słownie: jeden) e-book, mimo że wiem z własnych źródeł, że przynajmniej 5 osób zdecydowało się na ich zakup. Liczę na to, że księgarnie internetowe z czasem przedstawią realne wyniki sprzedaży.

Finansowo nie zakładałem i nadal nie zakładam jakiekogolwiek konkretnego zarobku. Oczywiście trudno, żebym dokładał do projektu, ale wszystkie środki, które spłynęły na moje konto lub do portfela przeznaczam cały czas na inwestycje: kolejne dodruki, przygotowywanie ulotek i plakatów i reklamę w mediach. Skromne to środki, ale cały czas mam na uwadze, że dopiero się rozkręcam i liczę, że z czasem będe mógł pozwolić sobie na więcej.

Odrobina statystyki: Blog odwiedziło od początku istnienia ponad 760 osób, z czego system wykazał 350 unikalnych wejść. Fanpage na Facebooku polubiło 125 osób (przy 40 sprzedanych egzemplarzach pokazuje to skalę wartości fejsbukowych polubień w przełożeniu na realne wyniki). Warto w tym momencie podać efekty miesięcznej reklamy na tym serwisie społecznościowym. Wykupiłem niewielki pakiet, za 90 złotych, na próbę. Po stworzeniu dwóch typów reklamy – zachęcającej do kupienia książki oraz promującą markę, czyli docelowo blog autorski – i ustawieniu grupy docelowej osób zainteresowanych fantastyką, horrorem, urban fantasy i romansem paranormalnym (piękne hasło!), wynik wyświetleń reklamy przekroczył 45.000, ale już odwiedzeń strony po kliknięciu na nie – tylko 140. Jak reklama przełożyła się na sprzedawalność? Otóż statystyki pokazują, że ilość osób, które FB miał zachęcic do kupna książki wynosi: 0. Słownie: zero. Wygląda więc, że albo niewłaściwie opracowałem reklamę (co jest możliwe i przyznaję to, bo specem od marketingu nie jestem), albo za mało zainwestowałem, być może należało przeznaczyć na reklamę 900, a może 9.000 złotych. Jest też trzecia możliwość: osławiona reklama na Facebooku jest najzwyczajniej przereklamowana. 😉 Na chłopski rozum: przy wydatku 90 złotych i cenie 30zł za jedną książkę, zwrot powinien nastapić przy kupnie 3 egzemplarzy, tymczasem pieniądze te poszły w błoto, lub może lepiej – w kieszeń właściciela FB. Jedynym pozytywnym wynikiem może być rozprzestrzenienie marki, czyli tytułu powieści w świadomości ludzi, co być może w przyszłości zaowocuje większym zainteresowaniem. Na dzień dzisiejszy uznaję kampanię na FB za porażkę. Szkoda trochę tych dziewięciu dych, ale człowiek uczy się na własnych błędach.

O czym jeszcze warto wspomnieć? Na moje maile odpowiedziało kilka portali zajmujących się fantastyką. Dziękuję za zainteresowanie Valkirii, Gildii.pl, Poltergeistowi i Esensji. Jak sie okazuje, mimo nowych twarzy, stare marki nie wymiękają. 😉

To tyle podsumowania. Jak ono wypada? Osobiście czuję pewien niedosyt, co jest oczywiste. Patrzę realnie na swoje możliwości i nie mnie oceniać poziom powieści, ale zawsze może być lepiej. Cieszę się, że czytelnicy raczej pozytywnie oceniają książkę, do tej pory dotarła do mnie tylko jedna ocena, cytuję: „kiepska”. No, ale wiadomo, że nie da się wszystkich zadowolić. Pewnie podobnych głosów będzie w przyszłości więcej i najzwyczajniej muszę się na to przygotować.

Plany na przyszłość? Aktualnie sprzedaż siadła, co mogę tłumaczyć okresem świątecznym lub wyczerpaniem się „efektu świeżości”. Ja sam trochę też wystrzelałem się z pomysłów, muszę przemysleć te dwa miesiące i wyciągnąć wnioski. Temu między innymi ma służyć to podsumowanie. Przygotowuję się jednak do dalszych działań. Jak wiadomo, siedzę nad drugą częścią, ale kiedy ją skończę, bogowie tylko wiedzą. Jeśli chodzi o kolejne dodruki, udało mi sie nawiązać współpracę z małym wydawnictwem z Warszawy, dzieki któremu sformalizuję cały proces zamówień i dystrybucji i będe mógł legalnie udostępniać „Alazzę” księgarniom. Przygotowujemy też poprawioną wersję, wiem że kilka literówek i błędów przedostało się przez korektę, wyłapuję je sukcesywnie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w lutym, a najpóźniej w marcu książka powinna być dostępna w pierwszych księgarniach. Nie w całym kraju niestety, ale pierwszy krok został zrobiony. Tymczasem nadal funkcjonuje możliwość zakupu u mnie, poprzez zrzutkę.pl . W planach mam kilka spotkań autorskich, także poza Bydgoszczą, a kolega Artur Machlowski odgrażał sie nawet, że jakiś konkurs na Valkirii zorganizuje, gdzie nagrodą ma być właśnie „Alazza”.

faustuswoodcutlarge

Na rycinie: Doktor Faust przywołuje demona statystyki. 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s