Druga niespodzianka – krótki fragment drugiego tomu powieści.

Słońce wyglądało zza chmur, zerwał się lekki wiatr. Spotkany wcześniej kundel kręcił się cały czas po ulicy. Grupka uczniów wracała ze szkoły, głośno odbijając piłkę o płyty chodnika. Idący z naprzeciwka, rozczochrany brodacz w starej, potarganej kurtce i berecie z antenką, zastąpił drogę Piotrowi.
– Panie kochany, przepraszam najmocniej, mogę prosić o papieroska? – zagadał chrypiącym głosem nałogowego palacza.
– Nie palę, sorki – policjant chciał go wyminąć, ale żul nie dał się tak łatwo spławić.
– No panie oficerze, to chociaż złotóweczkę albo dwie… Brakuje mi do paczki tytoniu na skręty.
Piotr stanął w miejscu. Odwrócił się i czujnym wzrokiem spojrzał na naciągacza. Poczuł okropny zapach starej, przepoconej odzieży, z którą wmieszał się smród tanich papierosów.
– Że co proszę?
– No złotówkę… jak pan ma – brodacz łypnął szelmowsko kaprawymi oczyma.
– Nie, nie o to pytałem. Jak żeś do mnie powiedział?
– Aaa… a bo pan z policji jest prawda? No to oficer chyba.
– Tak to po mnie widać?
– Widać, nie widać, ale przepustka za szybą opla policyjna jest – żul kiwnął głową w stronę samochodu.
Piotr przyznał w duchu, że nie docenił przeciwnika. Uśmiechając się pod nosem, zapytał:
– I tak policjanta prosisz o kasę na fajki?
– Przecie to nie przestępstwo, ni?
– No fakt. A gdzie mieszkasz? Tutaj? – komisarz sięgnął do kieszeni, gdzie miał kilka drobnych monet po ostatnich zakupach.
– Trochę tu, trochę tam… – żul wykonał nieokreślony ruch dłonią.
– A to może widziałeś ostatnio coś ciekawego w okolicy? Jakichś nietutejszych ludzi, albo coś… no coś niecodziennego – Piotr sam nie wiedział, dlaczego zadał to pytanie. Działał bardziej pod wpływem zawodowego instynktu, nigdy nic nie wiadomo, co taki lump mógł zobaczyć.
– Jak bardzo niecodziennego? – głos brodacza nadal był niemiłosiernie chrypiący, ale jego oczy nagle nabrały niecodziennej bystrości. Już nie wyglądał na zwykłego bezdomnego wyciągającego pieniądze od przechodniów.
– Widzę, że coś jest na rzeczy – policjant po chwili wahania schował drobne i sięgnął po portfel. – Być może będę miał parę pytań. Gdzie cię można znaleźć?
W jego palcach pojawił się dziesięciozłotowy banknot. Podał brodaczowi, nie bacząc na otaczającą go aurę smrodu.
– A tam, gdzie trzeba, panie oficerze. Ja mogę nawet od rana czekać, ja mam czas.
– Nie wątpię – mruknął Piotr chowając portfel. – Jutro w południe, na Placu Wolności pod fontanną, pasuje?
– A co ma nie pasować? Pasuje.
Komisarz skinął głową i ruszył w stronę samochodu. Ale zatrzymał się po dwóch krokach i odwrócił.
– Jeszcze jedno – rzucił. – Jak się nazywasz?
– Smoluch, panie oficerze. Marian Smoluch.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s