Stary komiks i historia pewnego bibliotekarza.

20180507_115346[1].jpg

Dzisiaj, w trakcie porządków, znalazłem stary komiks, jeszcze z lat dzieciństwa. Opublikowany przez KAW w 1983 roku, był chyba jednym z moich pierwszych komiksów, obok Tytusa, Romka i A’tomka oraz Kajka i Kokosza. Miałem wtedy osiem czy dziewięć lat. „Przygody dobrego wojaka Szwejka” węgierskich autorów z polskim wstępem Leszka Mazana bardzo mi przypadły do gustu, degenerując młody umysł C. K. burdelem czasów J. C. M. Franza Josefa. Oczywiście sięgnąłem potem po książkę autorstwa Haška, (której mi to ojciec zakazał czytać, twierdząc że „jestem jeszcze za młody”) z wypiekami na twarzy czytając co bardziej pikantne fragmenty.

Ta niepozorna książeczka przypomniała mi smutną historię z moich szkolnych początków. Moja pierwsza wychowawczyni, Pani Ola, zorganizowała u nas w klasie małą biblioteczkę, w ramach uspołeczniania dzieci. Do jednej z szafek każdy mógł przynieć z domu kilka ulubionych książek, by podzielić się nimi z resztą klasy. Dwie osoby miały pełnić funkcję bibliotekarzy. Była to moja koleżanka i ja. Bardzo pieczołowicie spełnialiśmy swoje obowiązki, codziennie przyjmując na stan i wydając chętnym różne pozycje. Były to najczęściej bajki, komiksy i inne takie. Z biblioteki szkolnej dostaliśmy nawet karty biblioteczne, żeby zapisywać, kto i co i kiedy pożyczył.

Zabawa trwała niecały miesiąc. Któregoś dnia, po weekendzie, czy po feriach świątecznych wszedłem do klasy i zobaczyłem, że drzwiczki do naszej szafki zostały otworzone siłą, zamek wyłamany, a większość książek była porysowana lub podarta. Najciekawsze ktoś najzwyczajniej ukradł (pomimo tego, że wszystkie były podpisane przez właścicieli). Poczułem się, jakby mi ktoś spalił Bibliotekę Aleksandryjską…

Najsmutniejsze było w tym wszystkim to, że szkoła olała temat. Pani Ola zgłosiła oczywiście sprawę do dyrekcji, bo przecież musiał zrobić to ktoś z uczniów. Ale żaden z nauczycieli nic nie widział, nic nie wiedział, tym bardziej żaden z dzieciaków się nie przyznał oczywiście.

Moje najcenniejsze komiksy zniknęły, wraz z dobrą wolą i wiarą w uczciwość ludzi. Dziewięciolatek boleśnie przyjął jedną z pierwszych i niestety nie ostatnią lekcję o życiu i ludzkiej naturze.

Biblioteczka została zamknięta i już nie wróciliśmy do tego pomysłu. A „Szwejk”? Ocalał tylko dlatego, że akurat wtedy był przez kogoś wypożyczony. Po wielu latach leży u mnie na biurku, przypominając tamtą książkową historię.

20180507_115355[1].jpg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s