Nadchodzi…

promo1.jpg

Reklamy

Pierwszy rok powieści – podsumowanie i plany

Tak się złożyło, że 11 listopada to nie tylko nasze Święto Niepodległości, ale także data premiery „Alazzy”. Rok temu dotarły do mnie pierwsze wydrukowane egzemplarze powieści i mogłem rozpocząć rozsyłanie ich do tych osób, które uwierzyły w mój pomysł i wsparły mnie, wpłacając pieniądze na realizację projektu. Pozwolę sobie dzisiaj na krótkie podsumowanie roku, ale nie tylko. 😉

Co było…

Pamiętam moment, gdy siedziałem przed monitorem i uświadomiłem sobie, że oto zaczynam od punktu ZERO. Nie miałem środków przeznaczonych na publikację i promocję, nie miałem wydawcy, ani dystrybutora. Nie miałem też doświadczenia w tej dziedzinie. Miałem tylko tekst, po poprawkach i korektach. Wydawnictwa nie były zainteresowane debiutantem lub uznały, że książka nie jest wystarczająco dobra. A ja jednak wierzyłem w nią i (trochę) w siebie. Od dłuższego czasu namawiany przez znajomych, zdecydowałem się na selfpublishing. Pierwsze tygodnie życia „Alazzy” to przede wszystkim intensywne poszukiwania internetowe podobnych projektów i doświadczeń autorów z nimi związanych. A potem współpraca z serwisem RIDERO, który zapewnił sprzedaż wersji elektronicznej w większości księgarń internetowych.

20161125_095532

Przyszedł początek 2017 roku, pierwsze kilkadziesiąt egzemplarzy znalazło nabywców, a mój apetyt zaczął rosnąć. Spróbowałem reklamy na Facebooku. Przez miesiąc wyświetlane były trzy plansze i według statystyk dotarły do kilkunastu tysięcy odbiorców. Przełożyło się to na prawie dwa tysiące odwiedzin fanpage’u „Alazzy” i zero sprzedanych przez ten kanał książek. Dosłownie – zero. W takim razie albo ja popełniłem gdzieś błąd, albo FB nie nadaje się jako medium do sprzedaży internetowej. Mój wniosek na przyszłość był jeden: można używać fejsa do reklamowania produktu i zwiększenia świadomości marki, ale na sprzedaż się to nie przekłada.

relkama3

Rozpocząłem poszukiwania innych dróg. Odświeżyłem kilka dawnych kontaktów i nawiązałem parę nowych. Artur Machlowski, stary znajomy z portalu VALKIRIA, zgodził się objąć powieść patronatem internetowym. Wszyscy dobrze znamy Artuta i jego charakter, ale dobry z niego chłopak, więc w tym miejscu dziękuję mu za zaufanie i dobrą wolę. Podobnie chciałbym tutaj wspomnieć i podziękować kolegom i koleżankom blogerom, którzy zdecydowali się opublikować recenzje na swoich stronach. Rezencje nie były opłacane, jedynym bonusem dla autorów był darmowy egzemplarz – zależało mi na rzeczywistej opinii na temat powieści, a nie na laurkach na zlecenie.

Co dalej? Udało się rozpocząć współpracę z dwoma sieciami księgarskimi. Szefostwo księgarń TAK CZYTAM zdecydowało się zakupić konkretną ilość egzemplarzy, które następnie rozprowadziło do swoich sklepów w kilku miastach Polski, nie tylko w Bydgoszczy i Toruniu. Druga firma, znana z pewnością tym, którzy kupują książki przez internet to Bonito.pl. Niestety, warunkiem współpracy musiał być formalny wydawca. W tym miejscu na scenę wkracza wydawnictwo MASZ. Matka mojego serdecznego znajomego, Michała, pani Magłorzata Zdancewicz od wielu lat zajmuje się projektami wydawniczymi, co prawda w dość określonych branżach, doświadczenia wszak jej nie można odmówić. „Alazza” otrzymała nieco zmieniony wygląd, nową korektę, skład i redakcję. Współpraca z MASZem pozwoliła wreszcie osiągnąć konkretny i wymierny cel – dostępność powieści dla klientów na terenie całej Polski.

        tak_logo_zastrzez_one_          unnamed        bonito-pl

Wisienką na torcie było kilka spotkań autorskich i przede wszystkim bydgoski konwent miłośników fantastyki BYKON, na którym miałem wreszcie okazję publicznie zaprezentować powieść. Spotkanie na Bykonie dało mi nowe kontakty i – co najważniejsze – perspektywę współpracy w przyszłości.

Rozmowa na Bykonie 2017

Co jest…

Na dzisiaj, rok po narodzinach „Alazzy”, udało mi się zbudować podstawową sieć dystrybucji i informacji o powieści. Działa strona i fanpage na Facebooku. Do dzisiaj sprzedałem około 200 egzemplarzy papierowych i kilkanaście elektronicznych, co pokazuje, że wciąż w Polsce wersje e-book, choć coraz popularniejsze, nie mogą równać się z klasyczną formą książkową. Zdaję sobie świetnie sprawę, że dwieście egzemplarzy jest mikroskopijną ilością i trudno tu mówić o sukcesie wydawniczym, niemniej cały czas pamiętam, w którym miejscu byłem. Nie od razu wszak Kraków (czy też Rzym) zbudowano.

Pozytywny odbiór wśród czytelników i recenzentów sprawił, że zdecydowałem o rozpoczęciu prac nad drugim tomem. Dlaczego nie? Skoro historia się spodobała?

Co będzie…

Aktualnie powstało około 1/3 tekstu drugiej części. Wstępnie uzgodniony jest termin premiery na marzec przyszłego roku. Chcemy, razem z wydawnictwem, zaproponować zakup drugiego tomu w formie przedsprzedaży z dodatkowymi bonusami dla tych, którzy zechcą nabyć książkę tą drogą. Oczywiście, po premierze, którą planujemy zorganizować na Bykonie 2018, obie części będą dostępne w sprzedaży w wersjach papierowych i elektronicznych.

I to byłoby na tyle po pierwszym roku. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

fanpage1.png

Druga niespodzianka – krótki fragment drugiego tomu powieści.

Słońce wyglądało zza chmur, zerwał się lekki wiatr. Spotkany wcześniej kundel kręcił się cały czas po ulicy. Grupka uczniów wracała ze szkoły, głośno odbijając piłkę o płyty chodnika. Idący z naprzeciwka, rozczochrany brodacz w starej, potarganej kurtce i berecie z antenką, zastąpił drogę Piotrowi.
– Panie kochany, przepraszam najmocniej, mogę prosić o papieroska? – zagadał chrypiącym głosem nałogowego palacza.
– Nie palę, sorki – policjant chciał go wyminąć, ale żul nie dał się tak łatwo spławić.
– No panie oficerze, to chociaż złotóweczkę albo dwie… Brakuje mi do paczki tytoniu na skręty.
Piotr stanął w miejscu. Odwrócił się i czujnym wzrokiem spojrzał na naciągacza. Poczuł okropny zapach starej, przepoconej odzieży, z którą wmieszał się smród tanich papierosów.
– Że co proszę?
– No złotówkę… jak pan ma – brodacz łypnął szelmowsko kaprawymi oczyma.
– Nie, nie o to pytałem. Jak żeś do mnie powiedział?
– Aaa… a bo pan z policji jest prawda? No to oficer chyba.
– Tak to po mnie widać?
– Widać, nie widać, ale przepustka za szybą opla policyjna jest – żul kiwnął głową w stronę samochodu.
Piotr przyznał w duchu, że nie docenił przeciwnika. Uśmiechając się pod nosem, zapytał:
– I tak policjanta prosisz o kasę na fajki?
– Przecie to nie przestępstwo, ni?
– No fakt. A gdzie mieszkasz? Tutaj? – komisarz sięgnął do kieszeni, gdzie miał kilka drobnych monet po ostatnich zakupach.
– Trochę tu, trochę tam… – żul wykonał nieokreślony ruch dłonią.
– A to może widziałeś ostatnio coś ciekawego w okolicy? Jakichś nietutejszych ludzi, albo coś… no coś niecodziennego – Piotr sam nie wiedział, dlaczego zadał to pytanie. Działał bardziej pod wpływem zawodowego instynktu, nigdy nic nie wiadomo, co taki lump mógł zobaczyć.
– Jak bardzo niecodziennego? – głos brodacza nadal był niemiłosiernie chrypiący, ale jego oczy nagle nabrały niecodziennej bystrości. Już nie wyglądał na zwykłego bezdomnego wyciągającego pieniądze od przechodniów.
– Widzę, że coś jest na rzeczy – policjant po chwili wahania schował drobne i sięgnął po portfel. – Być może będę miał parę pytań. Gdzie cię można znaleźć?
W jego palcach pojawił się dziesięciozłotowy banknot. Podał brodaczowi, nie bacząc na otaczającą go aurę smrodu.
– A tam, gdzie trzeba, panie oficerze. Ja mogę nawet od rana czekać, ja mam czas.
– Nie wątpię – mruknął Piotr chowając portfel. – Jutro w południe, na Placu Wolności pod fontanną, pasuje?
– A co ma nie pasować? Pasuje.
Komisarz skinął głową i ruszył w stronę samochodu. Ale zatrzymał się po dwóch krokach i odwrócił.
– Jeszcze jedno – rzucił. – Jak się nazywasz?
– Smoluch, panie oficerze. Marian Smoluch.

„Alazza” na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie.

W imieniu swoim i wydawnictwa RIDERO zapraszam do odwiedzenia stoiska na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie. Będzie można tam nabyć „Alazzę” w promocyjnej cenie 25 złotych.

A już niedługo pojawi się pierwsza z kilku niespodzianek, które przygotowuję przy okazji pracy nad drugim tomem powieści. W tym miejscu prośba do wszystkich oczekujących na ciąg dalszy historii: wspierajcie mnie i dopingujcie, bo pracy mam sporo, a chciałbym uwinąć się do wiosny.  Wszelkie formy motywacji mile widziane!

Alazza